Towarzystwo Przyjaciół Kamienia
  • Strona Główna
  • O nas
  • Galeria
  • Media
  • Kontakt
wtorek, 1 września 2026 r.

Menu główne

  • Home
  • Strona Główna
  • Aktualności
  • Ważne wydarzenia
  • Wspomnienia
  • Gwara Kamieńska
  • Galeria
  • Listy Czytelników
  • Linki

O Towarzystwie

  • Historia
  • Skład osobowy
  • Działalność
    • GwarKam
    • Pielęgnacja Cmentarza Ewangelickiego
  • Status Prawny
  • Kontakt

Artykuły

  • Przegląd

Historia pierwszego sztandaru Szkoły Podstawowej w Kamieniu

Szczegóły
Autor: MBalut
Kategoria: Wspomnienia
Opublikowano: 29 sierpień 2016
Odsłon: 3285

W starej kronice Szkoły Podstawowej w Kamieniu jest następujący zapis „w dniach 11-12 czerwca 1929 roku wizytował szkołę ks. Biskup Józef Fiszer, który poświecił budynek szkoły i sztandar szkolny sprawiony z datków młodzieży, datków R.R.M. i dochodów z imprez przedstawieniowych”.

Sztandar był symbolem szkoły, w ówczesnych czasach ważnej placówki wiejskiej. Podczas każdej uroczystości szkolnej, kościelnej i państwowej prezentowany był z wielkim szacunkiem przez uczniów, a uczestnictwo w poczcie sztandarowym było dla nich wielkim wyróżnieniem.

W czasie II Wojny Światowej i okupacji niemieckiej zakazano organizowania wszelkich zgromadzeń, a sztandar, pieczołowicie przechowywany, czekał do zakończenia wojny. Po wojnie latach 1945-1950 w poczcie sztandarowym asystowali miedzy innymi tacy uczniowie jak: Wanda Gancarz, Janina Konior i Tadeusz Szewczyk, Józef Rodzeń i inni. Jak wspominała Stanisława Kida, wieloletnia pracownica szkoły, sztandar na co dzień był starannie złożony, przechowywany w drewnianej skrzyni na piętrze budynku szkoły.

Istniało przekonanie, że pierwszy, historyczny sztandar naszej szkoły podstawowej z wizerunkiem św. Stanisława Kostki zaginął bezpowrotnie podczas II Wojny Światowej lub w latach powojennych.

Jednakże relacja Józefa Wyki, s. Andrzeja zaprzecza potocznemu przekonaniu o zaginięciu sztandaru.

Na pytanie „w jakich okolicznościach sztandar szkolny z wizerunkiem św. Stanisława Kostki znalazł się w Twoim domu rodzinnym?” opowiada jak w 1966 roku wraz ze swoim ówczesnym sąsiadem, Józefem Rogalą przygotowywali się do udziału w uroczystości 1000-­lecia Chrztu Polski. W związku z tym udali się oni do Bartłomieja Kutyły, pełniącego wtedy funkcję kościelnego kościoła parafialnego, aby wypożyczyć kościelne chorągwie, z którymi mieli jechać w banderii konnej. Kościelny, prawdopodobnie za zgodą proboszcza ks. Stanisława Patryna, wręczył chorągiew Józefowi Rogali, a Józefowi Wyce sztandar z wizerunkiem Świętego Stanisława Kostki. Nie ma tyko pewności, czy sztandar był w tym czasie przechowywany na terenie kościoła, plebanii czy szkoły. Na drugi dzień, w niedzielę Józefowie Wyka i Rogala uczestniczyli w tej wielkiej uroczystości, co dokumentują poniższe zdjęcia.

 

   W pierwszym szeregu po prawej stronie Józef Wyka, obok Józef Rogala

 

 Kolumna uczestników banderii

Józef Wyka po zakończeniu pochodu, podczas powrotu do domu z kolegami, zauważył, że jedzie za nimi i obserwuje ich milicja. Rozdzieli się i wracali starając się zgubić obserwatorów. Gdy przyjechał na swoje podwórko, zawiadomił o tym ojca, który pocieszył go ­ „może Ciebie nie zamkną, będę stawał w Twojej obronie”. Sztandar wziął ojciec Józefa Wyki, Andrzej, i ukrył go, nie mówiąc synowi gdzie. Nikt do śmierci ojca nie interesował się losem szkolnego sztandaru, więc zabrał tajemnicę miejsca jego ukrycia do grobu.

W 2004 roku budynek ten był remontowany i jeden z pracowników budowlanych, Mieczysław Szczygieł, zmieniając pokrycie dachowe, odnalazł owinięty w płótno sztandar szkoły, ukryty w dachu, który przeleżał tam 38 lat. Znalazca pamiętał prośbę ks. Prałata Tadeusz Wójcickiego, który apelując do mieszkańców o przekazywanie pamiątek historycznych, starych zdjęć, obrazów, wspomniał również o zaginionym sztandarze z wizerunkiem św. Stanisława Kostki. Odnaleziony „skarb” Mieczysław Szczygieł przekazał ks. Prałatowi Tadeuszowi Wójcickiemu.

Kamień, 21 sierpień 2016 rok.

Artykuł powstał dzięki uprzejmości Józefa Wyki, Mieczysława Szczygła i Tadeusza Szewczyka.

Opracował : Józef Czubat

ZPOK Kamień

Szczegóły
Autor: MBalut
Kategoria: Wspomnienia
Opublikowano: 15 luty 2016
Odsłon: 3007

Związek Pracy Obywatelskiej Kobiet w Kamieniu

 zdjęcie z 22.05.1936 r.

Na zdjęciu miedzy innymi: górny rząd od prawej: Zofia Delekta-Sitarz, w stroju krakowskim Emilia Czubat-Gancarz; niżej 9-ta od lewej Karolina Szewczyk-Łach. Trzeci rząd od góry siedzą: druga od lewej: Janina Zygmunt, następna Zofia Błąd, Ludwika Wierzbicka, Wanda Barańska, Karolina Piróg-Surdyka; klęczy pierwsza od lewej Zofia Rodzeń-Błąd.

 

 

Jeśli czytelnicy rozpoznają inne osoby, prosimy o poinformowanie Towarzystwa, dokonamy korekty nazwisk.

Pechowy 13 czerwca 1915 - pożar Steinau

Szczegóły
Autor: przewodniczacy
Kategoria: Wspomnienia
Opublikowano: 27 wrzesień 2015
Odsłon: 4213

     W artykule poświęconym kwaterze żołnierzy austro-węgierskiech na terenie cmentarza w Kamieniu1 przytoczyłem cytat, w którym wspomniany był pożar w Steinau - jego ofiarą padł miejscowy kościół i większość zabudowań wsi. Wydarzenie to odnotowali w swoich dziennikach także żołnierze, którzy w czerwcu 1915 pojawili się w tej okolicy.


     Śtajno - tak do dziś starsi mieszkańcy sąsiednich wniosek nazywają tę wyjątkową wieś, w której starsze domy ustawione są ścianami szczytowymi do drogi. Drogi, która w całej wsi nie ma ani jednego, nawet najmniejszego zakrętu. Wieś założona została przez niemieckich osadników, których tuż po przyłączeniu Galicji do Austrii sprowadził tu cesarz Józef II Habsburg. Około 1890 roku Steinau składał się z 61 domów, w których mieszkało 413 osób. Do wsi należało prawie 14 ha pastwisk, 27 ha łąk i 176 ha niezbyt urodzajnych, bo piaszczystych pól uprawnych2. W centrum ciągnącej się wzdłuż drogi miejscowości znajdował się ewangelicki kościół, cmentarz oraz szkoła.


     Austro-węgierski II Pułk Cesarskich Strzelców Tyrolskich, który w drugiej połowie maja 1915 roku walczył między Niskiem a Rudnikiem, pod naporem Rosjan wraz z sąsiednimi jednostkami wycofał się w rejon Jeżowego3. Kilkanaście pierwszych dni czerwca spędził biwakując w Steinau. Owej pechowej niedzieli 13 czerwca otrzymał rozkaz opuszczenia wsi i zluzowania 14. Pułku Piechoty broniącego leśnego odcinka frontu pod stacją kolejową Łętownia. W monumentalnej pracy Ernsta Wißhaupta czytamy: "Ledwo 15 minut po opuszczeniu Steinau w miejscowości wybuchł ogień. Ofiarą pożaru padło pół wsi i piękny kościół"4.


     Żołnierz tej jednostki - Matthias Ladurner-Parthanes - w notatce z 17 czerwca 1915 pisał pełen współczucia:


Jeszcze 13 czerwca o czwartej maszerowaliśmy przez Grądy i Groble i dotarliśmy tu późną nocą. Podczas naszego wymarszu ze Steinau zdarzyło się wielkie nieszczęście. Przez nieuwagę jednego z żołnierzy siódmej kompanii niemal cała wieś padła ofiarą ognia. Biedni mieszkańcy poniosą teraz największy ciężar nieszczęścia. We znaki dały im się rekwizycje i kwaterunek wojska, a teraz zniszczony został ich jedyny dobytek. Dziesiątki biednych rodzin muszą teraz odpokutować niezdarność jednego człowieka5.


     Słoweniec Alojz Goriup, dowódca baterii w 2. Pułku Armat Polowych, pod datą 15 czerwca 1915 zapisał m.in.:


W te dni spłonęło wiele domów w Jeżowem, a jeszcze więcej w Steinau. W tej ostatniej wiosce pewien strzelec cesarski przy gotowaniu ziemniaków przypadkiem spowodował pożar, który zniszczył około 60 domów i piękny kościół. Wczoraj tam pojechałem. Fotografowałem kościół i pogorzelisko. Pojechałem dalej i widziałem bardzo dziwne, nieco większe domy, które są dużo wyższe i bardziej przestronne w porównaniu do zwykłych. Stajnie i stodoły są [tu] ładniej zbudowane. Steinau to niemiecka osada6.


     O ile wydana w międzywojniu monumentalna praca o walkach Tyrolskich Strzelców Cesarskich odnotowuje tylko fakt, nie przypisując nikomu winy, z treści obu powstałych zupełnie niezależnie dzienników jasno wynika, że pożar wybuchł z powodu nieostrożnego obchodzenia się z ogniem przez jednego z żołnierzy. Czerwiec 1915 roku był pogodny i suchy, a zabudowa wsi gęsta... Reporter "Nowej Reformy" podawał, że w Steinau spłonęło dokładnie 39 zagród7.


     Kościoła nie odbudowano już nigdy, wieś jednak powoli rozrastała się (w okresie międzywojennym miała około 500 mieszkańców8), tracąc jednocześnie coraz szybciej niemiecki charakter. Nazwę zmieniono na Nowy Kamień, a ostatni Niemcy wysiedleni zostali w czasie II wojny światowej.

Na zgliszczach rodzinnego domu - scena jakich wiele dało się zaobserwować w Galicji

Na zgliszczach rodzinnego domu - scena jakich wiele dało się zaobserwować w Galicji

Sławomir Kułacz

Czytaj więcej: Pechowy 13 czerwca 1915 - pożar Steinau

Gwara Kamieńska

Szczegóły
Autor: przewodniczacy
Kategoria: Wspomnienia
Opublikowano: 15 wrzesień 2015
Odsłon: 3136

     Uzupełnieniem słowniczka z gwarą kamieńską będą charakterystyczne germanizmy dla wsi Steinau, jakie pozostały po mieszkających tam Austriakach - Niemcach.

     Na pole za domem mówiliśmy hausplatz (a nawet "hastplac". "Plac" to była działka budowlana.

     Na drogę w pole, na której pasałem krowy to "wygon".

     "Piś" to było pastwisko, a łąki za "Borczynami" blisko wsi Krzywdy - "Szlak".

     Pola pod "Borczynami" - lasem serwitutowym nazywały się "Najfeld" i "Waldki", a pola bliżej Kamienia to "Linksajt" (po lewej stronie drogi idąc do Kamienia) i "Reksajt" (po prawej stronie drogi). Natomiast pola w stronę wsi Łętownia nazywały się "Santy".

     "Strug" to był hebel, a przecinak - "maisel", natomiast "oświary" to są boczne deski - odpady po tartaczne.

     Smoczek to był "cymel". Butelka to "flaszka".

     "Szuter" to był żwir.

     "Szarwark" to była i jest praca w lesie serwitutowym w związku z posiadanym udziałem w spółce, nieodpłatna dniówka na rzecz spółki serwitutowej, w lesie prace trwały od rana do wieczora przy sadzeniu drzew, przecince gałęzi, pilnowaniu lasu w okresie przedświątecznym, czyszczeniu rowów leśnych itp. z przerwą na posiłek, czasami przy ognisku, gdy było chłodno.

 

Pozdrawiam: Władysław Wąsik


    

     PS. Ciekawostką językową może być znaczenie słów: dwór i pole. W Kamieniu wychodząc z domu mówi się; "idę na pole" a już w Lublinie; "idę na dwór" aczkolwiek oba zwroty mają zupełnie inne znaczenie?


WW.

Melony z Kamienia we Wrocławiu

Szczegóły
Autor: ewa świerat
Kategoria: Wspomnienia
Opublikowano: 06 lipiec 2015
Odsłon: 2839

     W pierwszych dniach w liceum, kiedy poznawaliśmy się nawzajem, nasza wychowawczyni, Pani Ewa Świerat, powiedziała nam, że pochodzi z Dolnego Śląska. Wtedy właśnie narodził się pomysł organizacji wycieczki w tamte rejony, który był ciągle w naszych myślach przez pierwszy rok nauki. Tak rozmarzeni Wrocławiem, rozpoczęliśmy drugą klasę z postanowieniem, że kieszonkowe już nie będzie wydawane na chipsy i nowe bluzeczki, ale że "wymienimy" je na wspomnienia, miłą atmosferę, trochę adrenaliny. Tak też się stało. Po długim odliczaniu doczekaliśmy czerwca!


     Już pierwszy dzień wycieczki zapowiadał się nieźle. Na niebie piękne słońce, w dłoniach walizki, a na naszych twarzach szerokie uśmiechy.
Autobus zawiózł nas prosto na dworzec wrocławski, gdzie wszystko się zaczęło. Duże miasto z niezwykłymi mostami, imponującymi gmachami uczelni i słynnym kolorowym rynkiem stało przed nami otworem.
     Na pierwszy rzut poszło Wrocławskie ZOO i Afrykarium. Potężny, nowoczesny budynek robił wrażenie. Bawiłam się tam jak dzieciak i nigdy nie zapomnę widoku hipopotama, który usiłował mi dać całusa przez szybę. Tamtejsze zwierzęta to mistrzostwo!
     Później Pani Ewa zabrała nas do miasta, gdzie pokazała nam m.in. uczelnię, na której studiowała. Nie ukrywam, że budynek zrobił na mnie nieprzeciętne wrażenie. Razem z przyjaciółką nawet pomyślałyśmy o studiowaniu tam. Czemu nie? Ciekawie byłoby poznać Wrocław jeszcze lepiej, zdobywać w nim wiedzę i poznać tamtejszych ludzi.
     Kolejnym uroczym miejscem był pałacyk, w którym byliśmy zakwaterowani. Mogłabym tam mieszkać, bo klimat w nim był niesamowity.
     Jednak najlepszą atrakcją i zarazem wymagającą od nas nie lada wyczynu była Śnieżka. Tu muszę zaznaczyć, że wyciąg, którym wjeżdżaliśmy pod Śnieżkę, był bardzo stresującą sprawą, a największą naszą zmorą była myśl o upadku telefonu gdzieś po drodze. Całe szczęście, nikt z nas nie musiał rozstać się tak boleśnie ze swoim przyjacielem.
     Sama wędrówka na Śnieżkę była wyczerpująca, ale warto było. Widoki na górze zapierały dech w piersiach, no i ta ogromna satysfakcja, że daliśmy radę! To było coś!
Zobaczyliśmy także kilka zamków, których na Dolnym Śląsku nie brakuje. Myślę, że położenie i ogrody zamku Książ uczyniły go najpiękniejszym zamkiem, jaki kiedykolwiek widziałam.


     Mimo że zmęczenie dawało się we znaki, nie zapominaliśmy o dobrym humorze. Hymnem przewodnim wycieczki stała się piosenka Pani Asi Bugiel o skradzionym melonie, której melodii chyba nie da się zapomnieć. Wszystko uwieczniliśmy na zdjęciach, ale jedyne czego się nie dało- a bardzo byśmy chcieli- to smak pysznych obiadków Pani Ewy i jej mamy. Miło wspominamy również naszego przewodnika, tatę pani, który w interesujący dla nas sposób doskonale spełnił swoją rolę.


     Jesteśmy bardzo wdzięczni naszej wychowawczyni, rodzicom i wszystkim, którzy mieli swój wkład w tę wycieczkę, ponieważ dzięki nim wróciliśmy bogatsi o masę wspomnień i wiedzę, bo przecież podróże kształcą.
     Podsumowując, super ludzie, super atmosfera i umiejętności organizacyjne naszej Pani to nasz przepis na udaną wycieczkę!
     Tak więc bez wahania ja i moja klasa podpisujemy się pod popularnym hasłem:
"Dolny Śląsk. Nie do powiedzenia. Do zobaczenia."

Justyna Makarska

  • Stało się!
  • 110 lat temu były "jarmarki" w Kamieniu
  • Na stałe w historię gminy Kamień wpisali się... - pisze Tadeusz Krawczyk
  • Wspomnienie o ks. Tomaszu Wąsiku

Strona 39 z 42

  • 33
  • 34
  • 35
  • 36
  • 37
  • 38
  • 39
  • 40
  • 41
  • 42